Zabrałam się za czytanie z dużymi nadziejami na ciekawe nowości. Po genialnej książce „Lek – jak umysł wpływa na ciało” wkręciłam się w tematy związane z siłą naszego mózgu. A już książka o wpływie jelit na mózg – super! Jakie są moje wrażenia po tej lekturze?

Człowiek, który nie mógł przestać rzygać…

Tak zatytułowany jest jeden z rozdziałów książki. Autor, lekarz z wieloletnim doświadczeniem zarówno w pracy z pacjentami jak i w pracy badawczej przytacza wiele przykładów jaki sposób połącznie jelita – mózg wpływa na pacjentów z zaburzeniami funkcjonowania układu pokarmowego. Często przewija się temat zespołu jelita nadwrażliwego (ZJD), biegunek czy właśnie niepowstrzymanych wymiotów. Być może dla wielu osób związek jelit z mózgiem (i mózgu z jelitem) jest czymś zupełnie nowym, jednak dla mnie w tym aspekcie książka nie odkrywa ponownie ameryki. Oczywiście, bardzo fajnie się ją czyta i pokazane jest wiele ciekawy przykładów i metafor, ale konkluzja jest jedna i dobrze znana – mikrobiom wpływa na mózg bardziej, niż jeszcze do niedawna uważano. Osią tej książki jest jednak coś innego. Autor szuka powiązań mikrobiomu nie tylko w dolegliwościach żołądkowo – jelitowych, ale wskazuje, że decyduje on niemal o każdym aspekcie funkcjonowania mózgu – nawet o podejmowanych przez nas decyzjach. Czy to nie za daleko idące wnioski?

Emocje w książce „Twój drugi mózg. Komunikacja umysł – jelita.”

Zacznijmy może od tego, że badań (szczególnie z udziałem zwierząt) dotyczących relacji mózg – jelita pojawia się coraz więcej. Już samo w sobie jest to dowodem na to, że naukowcy widzą potencjał w tej dziedzinie i szukają wytrwale rozwiązań, które mogłyby przełożyć się na praktykę. Czy modyfikując mokrobiom można będzie leczyć ludzi z depresją? Czy podając konkretne szczepy bakterii będzie możliwe precyzyjne wpływanie na konkretne obszary w mózgu? Być może tak, ale na razie jest to raczej pieśń przyszłości. W chwili obecnej wiemy już jak ważny jest mikrobiom, ale nie jesteśmy w stanie (jeszcze) bardzo precyzyjnie wykorzystywać go do swoich celów.

Książka w ciekawy sposób pokazuje w którą stronę zmierzają badania, ale jeśli ktoś liczy na gotowe rozwiązania w stylu „jak za pomocą probiotyków wyleczyć depresję” to nic takiego tam nie znajdzie… i dobrze!

To, co dla mnie było ciekawe, ale jednocześnie wzbudziło mieszane emocje to rozdział o programowaniu genów i wpływie stresu rodziców na dzieci. Ja odczytałam w książce takie przesłanie, że wszystkie złe wydarzenia z dzieciństwa (a nawet jeszcze z okresu prenatalnego) kumulują się w dziecku jak bomba z opóźnionym zapłonem i w przyszłości zaowocują chorobami takimi jak chociażby depresja czy ZJD. Trochę rodzi to we mnie wewnętrzny bunt – jako w matce. Nie lekceważę wpływu stresu u matki na zdrowie dziecka, podobnie jak stresu we wczesnych latach życia na jego jakość później. Ale z drugiej strony to brzmi nieco beznadziejnie – troszcząc się i otaczając miłością dziecko można tylko złagodzić skutki stresu czy traum z kilku pokoleń wstecz. Nie przekonuje mnie też argument, że każdy pacjent, który zgłaszał się do autora chociażby z ZJD miał w przeszłości większe stresy lub napięcia. Z prostej przyczyny – trudno znaleźć człowieka, nawet idealnie zdrowego, który sam, albo którego rodzice, nie doświadczyli przez całe swoje życie silnych stresów czy traum.

Książka informacyjna, rozwiązania – najprostsze.

Po książkę polecam sięgnąć, jeśli ktoś ma ochotę poczytać na temat badań nad związkiem jelita – mózg. Można dowiedzieć się kilku ciekawych rzeczy, a język jest ciekawy i przystępny. Natomiast część poradnikową można streścić następująco: kiszonki, jogurty, probiotyki + skrobia oporna i medytacja. Do tego unikanie wysokoprzetworzonej diety. Nie jest to szczególnie odkrywcze, ale z drugiej strony… nie musi być. Bo ważne i skuteczne, o czym niejednokrotnie pisałam.

Tutaj przeczytasz o dysbiozie jelitowej

A tutaj o diecie dla mikroflory