Dieta matki karmiącej – nie wiem ile razy rozmawiałam już na temat z młodymi mamami, zupełnie skołowanymi co mogą, a czego nie. Poniżej kilka historii plus garść porad jak ogarnąć kwestię diety dla karmiących piersią. Zwłaszcza, kiedy okazuje się, że dziecko ma alergię. Bo, wbrew ogólnemu przekonaniu, mało której matce i dziecku służy dieta z kurczaka, ryżu i marchewki…
Najlepiej będzie, jeśli opowiem Wam to na przykładach.

Dieta matki karmiącej – przykłady z życia wzięte

Historia o ogromnej chęci karmienia, silnym AZS i diecie, która doprowadziła do anemii.

Urodziła się dziewczynka, zdrowa i piękna. Mama bardzo chciała karmić, ale niestety, szło słabo. Mała nie za bardzo chciała ssać z piersi, wolała butelkę (podaną już w szpitalu przez miłe położne). Mama była zawzięta, bardzo chciała żeby dziecko dostawało jednak jej mleko. Dlatego nawiązała relację z laktatorem i wydawało się, że kompromis jest zadowalający. Niestety, dość szybko bo około 4 miesiąca do kolek dołączyło AZS. I się zaczęło… oczywiście pierwsze co to propozycja odstawienia i mleka dla alergików. Tutaj mama wybrała inną drogę (dobra decyzja), ale podeszła do sprawy nieco radykalnie… czyli produkt po produkcie wyrzucała z diety kolejne rzeczy. Na pierwszy rzut poszedł nabiał (zawsze idzie nabiał, pokłosie „skazy białkowej”), potem coraz więcej warzyw, owoców i dieta zakończyła się kiedy mama dostała anemii bo jadła niemal wyłącznie chleb z oliwą. Ostatecznie dziecko przeszło na mieszankę dla alergików (ale przynajmniej po 6 miesiącu). Co mogło pójść lepiej?
Po pierwsze podziwiam tę mamę za determinację. Jestem gorącą zwolenniczką karmienia piersią, ale… jestem jeszcze gorętszą zwolenniczką szczęśliwej, zdrowej mamy. Według mnie (choć pewnie wielu z Was się nie zgodzi) lepsza butla niż niezbilansowana dieta mamy prowadząca do niedoborów, zmęczenia i depresji (bo to się wszystko wiąże). Dieta matki karmiącej – podstawowy błąd (trudny do uniknięcia): doprowadzenie do bardzo silnego zubożenia diety mamy.
Historia 2.
Dziecko karmione piersią, także silny AZS, kolki, ulewanie. Diagnoza u lekarza – alergia, trzeba poodstawiać produkty i patrzeć do szkodzi. Łatwo mówić. Nasza codzienna dieta składa się z wielu produktów, trudno odstawić na raz (bo jak się wtedy dowiemy co szkodzi?), a eliminacja stopniowa trwa bardzo długo (wyrzucasz składnik, czekasz kilka dni na efekt, jeśli nie ma to wyrzucasz kolejny). I tak kilkadziesiąt składników… Mama zdecydowała się na opcję nr 2. Czyli systematycznie wyrzucała z diety kolejne grupy produktów. Zaczęło się od nabiału, jajek, glutenu, a z braku poprawy róże warzywa, owoce… w końcu, kiedy dieta była już dość uboga zdecydowała się na testy na alergię opóźnioną. Które wykazały alergię między innymi na… ryż. Ryż, który był podstawą jej diety, bo co jak co, ale ryż nie uczula.
Dieta matki karmiącej – co tutaj było problemem? Czasami jest tak, że alergizuje składnik powszechnie uznawany za bezpieczny. Ten sam problem dotyka wiele małych alergików, którym rozszerza się dietę. Wg schematów warto zacząć od marchewki, a po testach okazuje się, że uczulało nie mleko czy jajko, ale właśnie ta marchewka…
Historia 3. (moja własna)
Ja się zaparłam, że będę karmić piersią. W szpitalu wyraźnie zakazałam dawać butlę, dostawiałam na żądanie. Los był dla mnie łaskawy: młody ssał pięknie, najadał się i rósł zdrowo. Ja nie stosowałam żadnej diety mamy karmiącej (co więcej, potem nie stosowałam żadnych schematów rozszerzania). No ale młody był zdrowy. Kiedy pojawiły się kolki uznałam to za znak niedojrzałości układu pokarmowego. Ale kiedy do kolek dołączyły zaczerwienione, suche policzki i ulewanie (a młody ulewał epicko) to udałam się do lekarza. Który oczywiście nakazał odstawić nabiał na 2 tygodnie i obserwować (co też uczyniłam). Na mojej beznabiałowej diecie trzymałam się nieźle, ale na młodym wrażenia to nie robiło. Teraz jestem mądrzejsza i wiem, że to pewnie nie sam nabiał był przyczyną problemów, ale też jajka i gluten (które wyszły mi w testach). Ale wówczas taka mądra nie byłam, wróciłam do nabiału, a w młodego wlewałam: sabsimplex, biogaję, debridat (na ulewanie) i coś tam jeszcze. W końcu kolki zniknęły, ulewać przestał i zostały mu tylko te suche policzki z którymi walczymy do dziś. Czyli w naszym przypadku mityczne „samo przeszło”. Co mogłam zrobić lepiej? Cieszę się, że nie posłuchałam propozycji przejścia na mieszankę dla alergików, bo pewnie problem i tak by wrócił przy rozszerzaniu diety. Gdybym wtedy wiedziała o alergiach opóźnionych to może bym szybciej zdecydowała się na testy.

To, co ja polecam: zanim odstawisz dziecko od piersi z powodu AZS spróbuj diety eliminacyjnej i probiotykoterapii!

Jest jedno ale: jeśli nie ma problemów zdrowotnych u mamy i dziecka to dieta matki karmiącej piersią powinna być normalną, zdrową, zbilansowaną dietą. Wbrew opiniom niektórych położnych kolki rzadko są wynikiem złej diety mamy i nie stanowią (jeśli to jedyny problem) podstawy, żeby już, od razu wyrzucać z diety nabiał, gluten, owoce i warzywa.

Jednakże, kiedy dochodzą inne problemy: AZS, silne ulewanie, problemy z wypróżnianiem u dziecka to już może być podstawa do wprowadzenia ZBILANSOWANEJ diety eliminacyjnej. Jak się do tego zabrać?
Opcja idealna – mama wykonuje testy (dlaczego mama, a nie dziecko? O tym przeczytasz tutaj) na alergię IgG zależną i dobiera dietę odpowiednią do wyniku. Plusy są takie, że dokładnie wiadomo, które składniki trzeba wyeliminować, a trudno do tego dość samodzielnie, gdyż alergizować może np. ryż. Minusy – takie testy swoje kosztują. Jakby policzyć to w perspektywie czasu pewnie mniej niż mleko dla alergików, ale nadal dla młodych rodziców wyciągnięcie kilkuset złotych z portfela może zaboleć.
Opcja mniej idealna, ale także warta rozważenia – eliminacja na podstawie obserwacji (plus probiotyki). Faktycznie zacząć od nabiału, potem gluten i jajka. Jeśli jednak nie ma znacznej poprawy u dziecka, jeśli ilość dostępnych produktów zaczyna nam się kurczyć, mama chodzi głodna i osłabiona to albo wykonujemy testy i na ich podstawie (samodzielnie lub z dietetykiem) układamy dietę, albo przechodzimy na mleko dla alergików. Trzeba mieć jednak świadomość, że problem zapewne wróci jak będziemy rozszerzać dziecku dietę i testy i tak trzeba będzie rozważyć.
Opcja zupełnie do kitu – wywalamy z diety jak leci większość produktów. Jemy w kółko ryż z marchewką i kurczakiem albo chleb z oliwą. To może doprowadzić tylko do niedoborów, wtórej alergizacji, zubożenia mikroflory jelit, frustracji i depresji.
I na sam koniec: zawsze, jeśli dziecko ma problemy zdrowotne warto iść do lekarza. Poszukać dobrego alergologa. Nawet jeśli nie wierzy on w alergię IgG-zależne to dobrze by było, gdyby zanim nakaże odstawić dziecko od piersi zaproponował dietę eliminacyjną. Wiem jak trudna jest często współpraca z lekarzem, który od razu zaleca radykalne środki i przepisuje sterydy, ale z drugiej strony to on widzi dziecko. I kolejna sprawa: żadna metoda postępowania czy cudowne środki albo terapie z internetu nie są skuteczne w 100% i we wszystkich przypadkach. Piszę tutaj o tym, czego można spróbować jako wsparcie w leczeniu objawów alergicznych i zachęcam do tego, żeby nie odrzucać karmienia piersią przy pierwszej diagnozie alergii czy AZS.

Jeśli macie jakiekolwiek pytania – piszcie! Postaram się na nie odpowiedzieć.