„Dietetyka sportowa. Co jeść, żeby trenować efektywnie?” – do tej książki zabrałam się z lekką obawą (mało wiem o dietetyce sportowej) i z zainteresowaniem (bo mało wiem o dietetyce sportowej). Obawiałam się, że temat nie dla mnie, nie w moim kręgu zainteresowań i po prostu za trudny (bo co to jest BCAA???). A tutaj super zaskoczenie – dostałam książkę, która przyda się nie tylko osobie trenującej czy sportowcowi. Przyda się każdemu, kto chce trochę dowiedzieć się o racjonalnym żywieniu. Jest też kilka kwestii z którymi się nie zgadzam… Czyli warto czy nie warto?

O czym jest książka „Dietetyka sportowa. Co jeść, żeby trenować efektywnie?”

Książka o żywieniu, suplementacji, nawadnianiu. Jak sam tytuł sugeruje, przede wszystkim dla osób aktywnych fizycznie, które chcą podnieść swoją wydolność i osiągnąć lepsze efekty podczas treningu. Dlaczego więc z zainteresowaniem przeczytałam tę książkę, mimo, że moja aktywność fizyczna nie jest nastawiona na osiąganie sukcesów sportowych? Po pierwsze książka jest pewnym kompedium wiedzy na temat podstawowych składników jakimi są cukry, białka, tłuszcze. Opisane są w sposób przystępny, aczkolwiek nie bardzo wnikliwy. Jest to raczej podstawowa wiedza, którą warto mieć, żeby nie pisać później jak Anna Lewandowska, że olej kokosowy to źródło białka…

Podoba mi się też „odczarowywanie” niektórych mitów lub polemika z popularnymi modami dietetycznymi. Tutaj muszę powiedzieć, że nie będę zgrywać specjalistki: znam argumenty, które przemawiają np. za śniadaniami białkowo – tłuszczowymi, ale w żaden sposób nie potrafię powiedzieć, czy są one słuszne. Po prostu nie wiem, nie mam wiedzy i doświadczenia. Natomiast jako osoba zainteresowana żywieniem jako takim, a nie tylko w sporcie lubię poznać różne punkty wiedzenia.

 

„Dietetyka sportowa. Co jeść, żeby trenować efektywnie?” – wątpliwości

Jak już mówiłam nie jestem w stanie zweryfikować wiedzy zawartej w książce pod kątem żywienia sportowca. W tym miejscu muszę zaufać wiedzy i doświadczeniu autorów: Justyny Mizery i Krzysztofa Mizery, którzy od wielu lat zajmują się tym tematem i prowadzą sportowców różnych dziedzin i na różnym poziomie: od amatorów po zawodowców (a nawet olimpijczyków). To, co mi się rzuciło w oczy, że w książce powtarza się częsty błąd, jakoby eliminacja glutenu groziła niedoborami np. witamin z grupy B czy kwasu foliowego. Tymczasem to nie gluten zawiera te cenne witaminy i składniki mineralne, ale generalnie zboża. Problemem jest więc nie eliminacja glutenu, ale całkowita eliminacja zbóż. Spożywając zboża i pseudozboża bezglutenowe takie jak chociażby jagła, gryka czy amarantus nie ma mowy o żadnych niedoborach. Nie podoba mi się też stwierdzenie, że osoby na diecie bezglutenowej jedzą mniej zdrowo, bo częściej sięgają po prosukty wysokoprzetworzone. Gdzieś umyka temat, że z takich produktów muszą korzystać głównie osoby z celiakią, natomiast większość osób na diecie bezglutenowej przygotowuje posiłki od podstaw np. z mąki jaglanej, ryżowej itd. Takie uproszczenie moim zdaniem nie jest dobre.

Dla kogo książka „Dietetyka sportowa. Co jeść, żeby trenować efektywnie?”

Dla osób które:

  • zaczynają przygodę ze sportem i chcą dowiedzieć się o roli żywienia i suplementacji,
  • ćwiczą już od jakiegoś czasu i interesują się żywieniem, suplementacją,
  • interesują się dietetyką i chcą poznać różne pojęcia oraz zdobyć podstawową wiedzę z zakresu żywienia sportowców.

Moim zdaniem nie jest to podręcznik akademicki. Widza w nim zawarta jest cenna, ciekawie przedstawiona, ale także dość ogólna. Ciekawe jest zaprezentowanie diet w zależności od dyscypliny sportowej, ale jeśli ktoś szuka informacji bardzo precyzyjnych dotyczących np. diety i suplementacji w kolarstwie czy sportach siłowych to na pewno będzie to raczej punkt wyjścia niż kompendium wiedzy.

Książki o zdrowiu? Zajrzyj tutaj!