Dlaczego tyję skoro jem normalnie i zdrowo? Serio pytam!

Dlaczego tyję

Dlaczego tyję? Ten wpis będzie trochę inny – piszę go spontanicznie, po porannym ważeniu kiedy znów spadło na mnie pytanie “co się do cholery dzieje”. No bo znów mi przybyło. Niewiele, ale jednak. Poszukamy razem odpowiedzi DLACZEGO?

Dlaczego tyję – pytanie, które dręczy mnie od zawsze.

I nie, to nie jest zdrowe. Jako osoba dość wyedukowana zarówno w kwestii diety jak i psychologicznych aspektów odżywiania dobrze wiem, że moja relacja z wagą jest przemocowa i patologiczna.

Bardzo chciałabym być #bodypositive, ale nic na to nie poradzę, że moja głowa, pomimo psychoterapii jest raczej #bikinibody Ku mojemu utrapieniu

Dlaczego tyję

Zacznijmy obiektywnie i rozsądnie – jestem absolutnie w każdej normie jeśli chodzi o masę ciała, poziom tkanki tłuszczowej i wszystko. I na tym wpis powinien się skończyć, bo jakiekolwiek rzeźbienie tematu dalej dobitnie pokazuje, że MAM PROBLEM. Jednak wiem, że nie ja jedna, więc będziemy kontynuować rozważania.

Dlaczego tyję – zaburzenia odżywienia i kompulsywne ważenie się

Mój problem zalicza się niestety do zaburzeń odżywiania, które mam od kilkunastu lat. Na szczęście mam je pod kontrolą, ale właśnie o kwestie kontroli tu chodzi.

Sprawa jest prosta – zawsze, kiedy pojawia się jakiś ważny, nowy temat w moim życiu – zawsze wyłazi z szafy waga, pomysły diety i codziennego ważenia.

Ważenie się to taka kompensacja. “Mam nad czymś kontrolę, mam wpływ”. Mogę przejść na dietę – waga spadnie. Mogę obciąć kalorie – waga spadnie. Wiem, że spadnie, bo ja jestem dobra w diety. Wiem, że to bez sensu, bo wróci, bo moja “wymarzona waga” jest po prostu za niska. Jako, że ja to wiem to wypracowałam na psychoterapii mechanizmy zatrzymywania tej fali. Dzisiaj jednak się zważyłam i wrócił temat – dlaczego tyję!

Dlaczego tyję skoro jem zdrowo i się ruszam?

Wkurza mnie to bardzo i nic na to nie poradzę. Staram się balansować między zdrowym utrzymaniem masy ciała, a niewpadaniem w odmęty kompulsywnego odchudzania i ważenia. Wiem od czego ludzie (zdrowi) tyją – od nadmiaru kalorii i niedoborów ruchu. Chudnie się od deficytu kalorii lub przez zlikwidowanie innych, ewentualnych przyczyn.

Dlaczego tyję skoro ja zdrowo jem i jestem raczej aktywna? Może warto się przyjrzeć temu co to znaczy że się tyje…

Dlaczego tyję? A może lepiej powiedzieć – czy na pewno tyję?

Wchodzę na wagę, a tam dwa kilo do przodu. Wczoraj było mniej o DWA KILOGRAMY. Już w tym miejscu mamy pierwszą odpowiedź:

Nikomu nie uda się dosztukować dwa kilo tłuszczu w jeden dzień. Różnica wagi 1-2 kg w ciągu doby może wynikać z wielu czynników, w tym najczęściej zatrzymania wody. Dlatego ważenie się codziennie jest BEZ SENSU.

No dobra, odstawmy wagę. Ja widzę, że tyję. Ubranka się robią za małe, brzuch wystaje itd. Co my tutaj mamy?

Dlaczego tyję? Nie, to wzdęcia i budowa ciała

Człowiecze ciało puchnie, zmienia się, wystaje i generalnie nie wygląda jak na zdjęciach na instagramie. Prawda mało odkrywcza, ale pozostaje prawdą, którą trudno nam przyjąć do wiadomości. Tak, brzuch u 99% ludzi nie jest i nie będzie płaski jak deska. Też nad tym ubolewam. Jak dla mnie mógłby być nawet wklęsły. Nie jest. Nie będzie. Wiem, że nie będzie. A opłakuję.

Dlaczego tyję? A może to skóra się zmienia!

Z wiekiem zmienia się wygląd skóry. To też prawda. Może gdybym miała miliony monet do wydania na super zabiegi to by była ta skóra znów gęsta jak kiedy miałam 18 lat i miałam skórę napiętą jak sytuacja na Bliskim Wschodzie. Nie mam, więc widzę jak się zmienia. To nie jest kwestia tycia. To jest niestety kwestia utraty kolagenu. A wpływa na ogólny wygląd ciała i czasami człowiek mylnie interpretuje taki stan z przytyciem.

Dlaczego tyję? Bo czasami jednak serio tyję i to nie 1-2 kg

Dobra, to, że wkurza mnie ten przyrost masy ciała o 1-2 kg to jedno. Wiem, że mam to ogarnąć moimi wypracowanymi u psychologa technikami behawioralnymi i kazać schować sobie wagę. Ale zdarza się też, że faktycznie tyję i nie jest tak, że mogę i powinnam sobie odpuścić – zresztą tego akurat nie polecam nikomu, bo nadmiar tkanki tłuszczowej nie jest zdrowy.

Trochę kontrolować się muszę, bo dwa lata temu dość mocno przybrałam na wadze. Ale tak już więcej niż 10% masy ciała i to w kilka miesięcy. Co zrobiłam?

Dlaczego tyję
W ciągu kilku miesięcy przytyłam prawie 10 kg. Dużo!

Co zrobić kiedy faktycznie mocno zaczyna wzrastać masa ciała?

Po pierwsze, to każdy specjalista wam powie, że ważenie się jest do dupy metodą pomiarową bo jak już powyżej napisano – kilogramy to nie tylko tłuszcz. Jednakowoż można założyć, że jeśli się za wiele jadło i nie ćwiczyło to raczej mięśnie od tego nie przyrosły. Duży zastój wody jest pewną odpowiedzią, ale nadal, nie ma co ukrywać – czasami po prostu się tyje i te nadmiarowe kilogramy to zaczyna być tłuszcz.

Pierwsze co zrobiłam to pobiegłam do dietetyczek z Instytutu Mikroekologii. Dziewczyny zabrały się do kwestii poważnie:

  • Wykonały pomiary masy ciała, który sprawdza ile czego jest w ciele (no wiecie, waga kości, mięśni itd). W ten sposób kontroluj postępy odchudzania
  • Zleciły badania krwi, szczególnie w kierunku insulinooporności. Wynik był zaskakujący, bo chociaż nie była to jeszcze insulinooporność to jednak wskaźnik HOMA był podwyższony.
  • Zakazały ważyć się w domu. Zakazały restrykcyjnych diet. Czy ja posłuchałam? Nie posłuchałam… ale o tym dalej.

Zanim zaczniesz przeszukiwać Internet aby znaleźć super-dietę odchudzającą, albo kupisz wagę do odważania składników w kuchni, albo zamontujesz aplikację do odchudzania – zrób podstawowe badania krwi: insulina, glukoza, hormony tarczycy, morfologia, poziom witaminy D. Znajdź też dietetyka, który pomoże ci zindywidualizować dietę.

Dlaczego nie schudłam na diecie 1200 kcal?

Nie schudłam na 1200
Proszę, oto dowód. I serio – jak ja mówię, że przestrzegałam diety to przestrzegałam. Z kalkulatorem kalorii

Czas się przyznać do tego, że przerażona moją wagą (najwyższą od czasu ciąży) rzuciłam się na najgorszą, znaną mi jeszcze z czasów przed – psychologiem dietę 1200 kcal. Zaznaczam – masa ciała była w normie. Ale jednak wyższa niż kilka miesięcy wcześniej o prawie 10 kg. Owszem, w górnych rejestrach, a tłuszcz trzewny wymagał pewnej redukcji. Ale nic nie usprawiedliwia mojego kompulsywnego rzucenia się na głupią dietę. Po miesiącu dumna i blada się zważyłam i spotkało mnie srogie rozczarowanko. Schudłam wtedy ok. 1,5 kg. No niezbyt spektakularnie, prawda? Przyjęłam na klatę spojrzenia koleżanek – dietetyczek i podeszłam do prawy bardziej indywidualnie.

Dlaczego tyję? Bo skacze mi cukier!

Dochodzimy chyba do setna tego przydługiego wywodu. Postawiłam na:

  • ograniczenie (NIE ZLIKWIDOWANIE) węglowodanów,
  • więcej białka,
  • 2-3 większe posiłki dziennie zamiast tych mitycznych “5 niewielkich posiłków”.

Dotyczyło to wszystkiego, co powoduje skok insuliny, dlatego nawet kawę z mlekiem doklejałam do któregoś posiłku, żeby pomiędzy dać organizmowi odpocząć. Nie liczyłam kalorii, ale starałam się być w lekkim deficycie i oscylować około 1700 kcal. Utrzymywałam normalną aktywność fizyczną.

Przez trzy miesiące schudłam grzecznie 8 kg i wróciłam do odpowiedniej masy ciała. Z tych 8 kg prawie 5 kg straty to był sam tłuszcz. Nie obyło się bez ubytku masy mięśni, dlatego po ok 3 miesiącach zaczęłam znów zwiększać ilość węglowodanów. Co najważniejsze – od ponad roku trzymam masę ciała poniżej 60 kg co jest moim celem.

dlaczego tyję
Tak to wyglądało i teraz staram się tego trzymać

Dlaczego tyję? I dlaczego się tym przejmuję?

Dzisiejszy “skok” 2 kg na wadze nie powinien mnie wytrącić z równowagi – wiem to bardzo dobrze. Zbliża się menstruacja, co zawsze sprzyja zatrzymywaniu wody. Jednak z drugiej strony ostatnio – pomimo, że absolutnie nie jadłam za dużo – moja dieta w dużej mierze oparta była o proste węglowodany. Tak wyszło. Dlatego zamierzam:

  • Schować wagę, żeby mnie nie kusiło codzienne sprawdzanie, czy te 2 kg nadal tam są
  • Lepiej zbilansować dietę – mniej bułeczek, mniej posiłków, ale jedzenie do syta i niepodjadanie wieczorami chipsików
  • Robi się ciepło – wracam na rolki:)

Jeszcze kilka lat temu nie byłabym taka mądra. Z pewnością zaczęłabym szukać sposobu na przygotowanie ciała do lata. Rzuciłabym się na jakąś dietę niskokaloryczną. Teraz tego nie zrobię. Bo wiem, że to złe i dla mojego ciała i głowy. Wiem, że zaburzenia postrzegania własnego ciała zawsze zostaną mi już z tyłu głowy. Moje stwardnienie rozsiane mi w tym nie pomaga. Ale to jest jeden z elementów pracy nad własną głową.

To nie był typowy artykuł z poradami jak schudnąć. Chciałam się podzielić moją historią. Wiem, że każdy ma swoją i mierzy się ze swoimi ograniczeniami i problemami. Dzięki, że jesteście ze mną!

Jeśli interesuje Was temat diety eliminacyjnej to bardzo szczegółowo opisałam zagadnienie w mojej książce!

książka dieta eliminacyjna
Tu kupisz
Zobacz więcej na moim kanale YouTube

Dowiedz się jak żyć z chorobą przewlekłą, posłuchaj rad dotyczących Twojej diety oraz zapoznaj się z najciekawszymi historiami z mojego życia!

Podobne wpisy

gastroskopia pod narkozą

Czy boli? Gastroskopia pod narkozą, przez nos, bez znieczulenia – co wybrać?

śniadanie bez glutenu dla dziecka

Śniadanie bez glutenu dla dziecka i dorosłego – przepisy na bezglutenowe śniadania

test na sibo

Test na SIBO, leczenie xifaxanem, objawy. Co musisz wiedzieć? Moja historia

Colostrum na odporność

Czy warto? Colostrum na odporność – fakty i mity

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *