Właśnie przeczytałam raport Najwyższej Izby Kontroli dotyczący suplementów diety. Żeby mnie bardzo zdziwił to nie powiem – od dawna piszę, że suplementy nie spełniają norm. Dotyczy to także probiotyków. Jednak skala tego procederu mnie zaskoczyła! Grzyby w probiotykach? Patogeny w probiotykach? Co się kryje, a czego nie znajdziemy w probiotykach i suplementach na polskim rynku?

Jakość probiotyków: o tym pisałam wielokrotnie i zwracałam uwagę. Mówiłam, że probiotyki są w Polsce dopuszczane do obrotu jako suplementy diety i dzięki temu „wymykają się” spod kontroli i unikają obostrzeń. Raport NIK potwierdził najgorsze przypuszczenia. Może trochę danych na początek:

  • Na jedenaście badanych prób, w czterech próbkach suplementów diety z grupy probiotyków stwierdzono obecność niewykazanych w składzie szczepów drobnoustrojów.
  • W czterech próbkach poddanych badaniu stwierdzono niższą, niż deklarowana na opakowaniu, liczbę bakterii probiotycznych.
  • Co więcej, w jednej próbce wykryto zanieczyszczenie produktu – obecność bakterii chorobotwórczych z grupy Enterococcus Faecium

UWAGA! W związku z tą sprawą NIK poinformowała Głównego Inspektora Sanitarnego o stwierdzeniu bezpośredniego zagrożenia zdrowia i życia konsumentów, celem podjęcia działań zmierzających do wycofania skażonej partii produktu. Do dnia 3 lutego 2017 r. z wprowadzonej do obrotu partii tego suplementu w ilości 165 327 opakowań (ponad 1,65 miliona kapsułek) wycofano z obrotu jedynie 16 317 sztuk opakowań (163 tysiące kapsułek). W wyniku zawiadomienia skierowanego przez Prezesa NIK do Prokuratora Generalnego, prokuratura wszczęła postępowanie w zakresie czynu polegającego na wprowadzeniu do obrotu zafałszowanego suplementu diety, szkodliwego dla zdrowia lub życia człowieka. (źródło: www.nik.gov.pl)

Sprawdziłam na stronie NIK i GIS i niestety nie znalazłam informacji który to probiotyk

Jak sobie z tym radzić? Niestety jako konsumenci jesteśmy „skazani” na zaufanie do producenta i jednostek kontrolujących. Nikt z nas nie ma prywatnego laboratorium w którym sprawdzić jakiej jakości jest probiotyk, który kupił. Ze swojej strony możemy jedynie wybierać preparaty, których producenci budzą nasze zaufanie, chwalą się badaniami (np. przebadane szczepy probiotyczne). Pamiętajmy też, że akurat w tym przypadku cena często jest pewnym wyznacznikiem jakości. Probiotyk za przysłowiowe kilka złotych nie ma prawa mieć badań, bo producent sprzedając go po prostu nie miał możliwości wykonać drogich badań.

Co jeszcze znajdziemy w suplementach diety?

Zbadano także wiele innych suplementów. Co w nich znaleziono?

Z wybranych do kontroli 45 suplementów diety, które nie powinny być wprowadzone do obrotu z uwagi na zawartość niedozwolonych składników, aż 38 w czasie prowadzenia badań kontrolnych przez NIK znajdowało się w sprzedaży (sprawdzono sprzedaż internetową). Produkty te zawierały składniki kwestionowane przez Głównego Inspektora Sanitarnego, stwarzające niebezpieczeństwo dla konsumentów, gdyż – jak wskazywał Inspektor w pismach kierowanych do podmiotów wprowadzających te produkty do obrotu – mogły m.in. wykazywać właściwości alergenne i rakotwórcze, powodować zakażenia dróg oddechowych i moczowych, zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, przyczyniać się do powstawania ropni, zapalenia wsierdzia, osierdzia, czasami zatruć pokarmowych.

Zwrócono także uwagę na problem reklam, niepokrytych obietnic i brak ostrzeżeń na opakowaniach. Nie uprzedza się o konsekwencjach nadmiernego spożycia suplentów, nie zwraca się uwagi, że powinny być one stosowane przy faktycznych problemach i niedoborach

Np. przedawkowanie witaminy A może mieć działanie teratogenne, nadmiar miedzi może powodować uszkodzenia wątroby, wysokie dawki fluoru – fluorozę,  nadmiar żelaza – hemochromatozę. Osobom w trakcie kuracji antynowotworowej podanie przetworów zielonej herbaty zaburza leczenie przeciwnowotworowe. U osób chorych na epilepsję przyjmowanie preparatów z Ginkgo biloba powoduje redukcje skuteczności leków przeciwpadaczkowych. Pacjenci leczeni przeciwkrzepliwie warfaryną nie powinni stosować suplementów diety z zieloną herbatą, czy żeń-szeniem, które obniżają skuteczność przeciwkrzepliwą leku. (źródło: www.nik.gov.pl)

 

Kto winny? Producenci i Główny Inspektorat Sanitarny

W raporcie czytamy miażdżącą opinię funkcjonowania GiS.

Uderzające jest, że wobec blisko połowy ogólnej liczby powiadomień, które wpłynęły do GIS w latach 2014-2016 (ok. 6 tys. produktów) w ogóle nie rozpoczęto procesu weryfikacji. Oznacza to, że w stosunku do tak wielkiej liczby wprowadzanych na rynek suplementów diety nie podjęto nawet próby ustalenia, czy produkty te są bezpieczne dla konsumentów. Nie oznacza to także, iż w odniesieniu do produktów, wobec których rozpoczęto proces weryfikacji, podejmowane działania
zapewniały konsumentom bezpieczeństwo. Czas realizacji zadań, które mogłyby to bezpieczeństwo zapewnić był bowiem niebywale długi. Od momentu złożenia prawidłowego powiadomienia do GIS do chwili rozpoczęcia jego weryfikacji upływało średnio 240 dni (a maksymalnie nawet 516 dni), zaś średni czas trwania samej weryfikacji wynosił 455 dni (maksymalnie 817 dni). Należy przy tym podkreślić, że nadal toczą się postępowania wyjaśniające wszczęte we wcześniejszym okresie, tj. w latach. 2009-2010. Średni czas ich trwania wyniósł 2.256 dni, czyli ponad 6 lat, a najdłuższe
z tych postępowań trwało ponad 3.100 dni (ok. 8,5 roku). (źródło: www.nik.gov.pl)

Skrytykowano także prace jednostek kontrolujących i Ministerstwa Zdrowia

Zapowiedź zmian

NIK zapowiada zmiany zarówno w procesie dopuszczania suplementów diety do obiegu, oznaczenia opakowań jak i procesów sprawdzania zgłoszeń o nieprawidłowościach oraz samej reklamie suplementów. Uszczelnienie i regulacja rynku suplementów jest konieczna i powinna być połączona z szeroko zakrojoną akcją uświadamiającą społeczeństwo.

Jak podaje NIK

W obecnym stanie prawnym każdy może wprowadzić suplement na rynek, deklarując jedynie jego skład organom sanitarnym w drodze tzw. notyfikacji. Teoretycznie istnieją szanse, że produkt, który trafia na rynek zostanie zbadany, jednak w praktyce skala rynku przekracza aktualne możliwości kontrolne Inspekcji Sanitarnej. Kontrole, które prowadzi Inspekcja dotyczą zaledwie części rynku, a same postępowania mogą trwać nierzadko – jak wykazała kontrola NIK – nawet kilka lat. W licznych przypadkach sprzedawane suplementy diety nie są badane. Ochrona konsumentów staje się wówczas fikcją.

 

Rynek suplementów diety rozwija się w Polsce bardzo dynamicznie. W 2015 r. Polacy wydali na suplementy diety 3,5 mld zł, kupując blisko 190 mln opakowań. Statystyczny Polak więc nabył sześć opakowań suplementów diety, wydając na nie ok. 100 zł. W rejestrze Głównego Inspektoratu Sanitarnego od 2007 r. wpisano łącznie blisko 30 tys. produktów zgłoszonych jako suplementy diety. Badania wykazują, że rynek ten w latach 2017-2020 będzie rozwijał się w tempie ok. 8 proc. rocznie. (…)

 

Na dynamiczny rozwój rynku suplementów diety niewątpliwy wpływ ma ich reklama. Z danych Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji  wynika, iż od 1997 r. do 2015 r.  liczba reklam z sektora produktów zdrowotnych i leków (w tym suplementów diety) wzrosła blisko dwudziestokrotnie,  podczas gdy ogólna liczba reklam tylko trzykrotnie.

źródło: www.nik.gov.pl

Z uwagi na rosnący rynek i popyt regulacje te powinny być wprowadzone jak najszybciej! Kontrola była prowadzona w latach 2014-2016.